STRONA GŁÓWNA
FORUM

Forum Myśli Liberalnej Ruch Przeciw Nonsensom



A B C
klasycznej myśli liberalnej


A. Wymiana dóbr i obliczalność

Aby żyć, trzeba wchodzić w posiadanie różnych dóbr (tj. produktów lub usług) jak pokarm, odzienie etc. Może to zachodzić na trzy sposoby: [1] zabieranie dóbr innym, lub [2] dostawanie ich w darze od innych, lub [3] dobrowolna wymiana z innymi. Tylko trzeci sposób prowadzi do ilościowego określania wartości dóbr. Wymaga bowiem oszacowania, co mi się opłaci. Np., przy wymianie bezgotówkowej, czy opłaci mi się zapłacić najemnemu parobkowi kurą i tuzinem jajek za dzień koszenia siana. Odkąd wynaleziono pieniądz, takie oszacowania mają formę ściśle ilościową, podlegają więc obliczeniom arytmetycznym.

Tak w sferę gospodarczą wkracza obliczalność. Jest ona tym samym, co (w innej terminologii) racjonalność. to jest, cecha zachowań polegająca na ich zgodności z logiką, jako systemem reguł rozumowania. Obliczanie bowiem jest rodzajem rozumowania, zaś rozumowanie, gdy w pełni ścisłe, da się wyrazić jako obliczanie. Stąd biorą się bliskie powiązania myśli liberalnej z teorią logiczną i jej rozgałęzieniami w informatyce (Weber, Popper, von Mises, a w szczególności Hayek.)

Liberalim jest tym kierunkiem filozofii politycznej i gospodarczej, który postuluje, żeby gospodarkę oprzeć na zasadzie wymiany. Socjalizm natomiast proponuje pewną kombinację metod 1 i 2, to jest zabierania i dawania w darze, z państwem jako głównym wykonawcą tych czynności. Państwo coś zabiera jednym obywatelom powiedzmy, przez nacjonalizację, poczem czyni z tego dar dla innych obywateli, rozdzielając między nich ów zabrany majątek. W pewnym zakresie, np. przez umiarkowane podatki, cykl brania i dawania jest akceptowany przez liberalizm jako racjonalny. W jakim? Tego liberalizm nie określa dogmatycznie, lecz uzależnia od warunków miejsca i czasu, byle podjęte rozwiązania były racjonalne, czyli były wynikiem obliczeń, nie zaś arbitralne lub ideologiczne. Czym się kierować w obliczeniach, mówi dalej punkt B, a jak dla obliczalności konieczna jest wolność -- punkt C.

B. Samoorganizacja, postęp, tradycja

Czym się kierować w obliczeniach? Oczywiście, logiką i arytmetyką. A przesłanki brać z analizowanego pilnie doświadczenia. Ten akcent na empirii bierze się z wizji świata, w której głównymi aktorami na scenie kosmosu, ziemskiej przyrody i społeczeństwa są Ewolucja oraz Samoorganizacja.

Przypis z pozycji Ruchu Przeciw Nonsensom. Zauważmy: punkt A ukazywał związek liberalizmu z matematyką, obecny zaś -- z przyrodoznawstwem. To rzuca światło na fakt, że są przeciwnicy liberalizmu dopuszczający się takiego absurdu, jak przydzielanie roli najpośledniejszej matematyce i naukom przyrodniczym w badaniach i edukacji (i wprowadzanie na to miejsce indoktrynacji ideologicznej pod pozorem humanistyki).

Samoorganizacja jest naczelnym prawem ewolucji, poczynając od organizowania się cząstek elementarnych w atomy, obłoków gazu w gwiazdy, gwiazd w galaktyki, aż po samoorganizację życia, inteligencji, zbiorowości zwierzęcych i ludzkich. W ludzkim społeczeństwie przejawia się ona jako samorodny porządek (w terminologii Hayeka -- spontaneous order). Jemu zawdzięczamy język naturalny, którego nie stworzyła żadna odgórna instancja, normy społeczne, obyczaje ludowe i inne, religie, jak i różnorakie sposoby wymiany dóbr na rynku (od targowiska w Grójcu po giełdy papierów wartościowych). Swą kolosalną skuteczność zawdzięcza ów porządek temu, że stanowi szczególnie efektywny system przetwarzania informacji (inaczej, obliczania), łącząc technikę przetwarzania równoległego z interaktywnym i w znacznej mierze analogowym (na tej zasadzie działa m.in. wolny rynek, którego informatyczne zalety uznawali nawet ekonomiści matematyczni z obozu socjalistycznego, mając mu zarazem za złe jego obojętność ideologiczną).

Zarazem, system ten dysponuje gigantyczną pamięcią, której na imię Tradycja. Stanowi ona wielki zbiornik doświadczenia społecznego (jest to idea zarówno Webera, jak i Hayeka). Postęp jako proces rozwiązywania kolejnych, coraz bardziej złożonych problemów społecznych, podobnie jak rozwiązywanie problemów przez komputer, wymaga sięgania do zasobów pamięci. Im one są większe, tym (caeteris paribus) większa efektywność przetwarzania danych w celu rozwiązania problemu. Nie ma więc w myśli liberalnej przeciwstawiania tradycji i postępu. Jest wizja jej niezbędności dla postępu. Czyni to z liberalizmu ostrego przeciwnika rewolucji jako burzących dawne fundamenty i chcących zaczynać wszystko od nowa (tu szczególnie reprezentatywny jest sztandarowy konserwatysta Edmund Burke oraz, znowu, Friedrich Hayek).

C. Wolność gospodarcza a zdolność obliczeniowa

Z trzech wymienionych w punkcie A sposobów uzyskiwania dóbr tylko trzeci wymaga wolności i tylko trzeci czyni prolemy gospodarcze praktycznie obliczalnymi, czyli zapewnia decydentom dostateczną zdolność obliczeniową. Związek wolności ze zdolnością obliczeniową nie jest przypadkowy. Zacznijmy od pytania: co trzeba obliczać? Może to być obliczanie, jak osiągnąć na rynku równowagę, bilansując podaż i popyt. Albo: jak osiągnąć wzrost gospodarczy, stymulując popyt (promocja) lub znajdując jego nowe źródła (marketing), i nadążając za nim z podażą.

Ograniczenia wolności mogą dotyczyć wytwórców lub nabywców; nabywców wtedy, gdy towary są reglamentowane ("na kartki"). Rozważmy samych wytworców, obejmując tym mianem również sprzedawców pośredniczących i pozostałych dawców usług (sprzedawca też wytwarza, "przetwarzając" klienta niezaspokojonego w zaspokojonego). Totalne pozbawienie wolności polega na tym, że odbiera się wytwórcy możność decydowania o tym, jaki będzie: (1) rodzaj wytwarzanych produktów, (2) wielkość produkcji czyli podaż, (3) cena produktu, (4) rynek zbytu (np. pozwala się sprzedawać produkty tylko w jednym kraju). Istotny dla dalszego wywodu jest fakt, że gdy odbiera się wytworcy wolność, to prawo decydowania w tych sprawach przechodzi na urzędnika.

Czym to skutkuje w obliczaniu równowagi? Obliczenia muszą być dokonywane w skali całego państwa, w jednym ośrodku centralnym, bo w takiej skali ma być bilansowany popyt z podażą na określony czas, np. pięcioletni. Tak system gospodarczy pozbawia się możliwości przetwarzania równoległego, choć ten sposob cechuje się optymalną efektywnością. Uzyskuje się ją przez to, że miast jednego globalnego problemu równowagi mamy nieprzebrane mnóstwo problemów lokalnych (w skali poszczególnych firm), tak bardzo już pomniejszonych co do swej złożoności, że się nadają do szybkiego rozwiązywania. Tymczasem ośrodek centralny ma do przerobienia astronomiczną ilość danych, na których przetworzenie najszybsze komputery wymagałyby milionow lat. Toteż decyzje gospodarcze zapadają wtedy nie w wyniku obliczeń, lecz niezbadanych chodów myślowych decydentów politycznych.

Innym skutkiem braku wolności gospodarczej jest brak interaktywności, czyli szybkiego reagowania na zmieniające się otoczenie. Urzędnik w wieżowcu centralnej komisji planowania nie może wiedzieć, że w odległych Wadowicach kolosalnie się zwiększył po papieskiej wizycie popyt na kremówki (gdy papież ciepło wspomniał ten przysmak z czasów swej młodości). A gdyby się dowiedział, to nie da rady zwiększyć podaży, bo limity przydziałów mąki, cukru itd. zostały już określone na lata z góry. Gdy jednak nie obowiązują rygory centralnego planowania, to piekarz w Wadowicach zdobędzie dodatkowe surowce swą pomysłowością (np. sprowadzi, jeśli trzeba, mąkę ze Słowacji). A czy to mu się oplaci, policzy bez trudu; będą to kalkulacje wykonalne dla głowy pojedynczego piekarza, nie przekraczające jego zdolności obliczeniowej. Nie zostaną jednak wykonane, jeśli odbierze się piekarzowi wolność decydowania co, ile i za ile będzie wypiekał; to kolejny katastrofalny defekt zdolności obliczeniowej biorący się z braku wolności gospodarczej.


Gdyby powyższy tekst był pogadanką wygłoszoną do dzieci, byłoby na miejscu zakończyć ją optymistycznie: "już wiecie teraz, dzieci, co to jest liberalizm; no, przynajmniej znacie jego ABC".

Z dorosłymi może być trudniej. Ci miewają głowy tak nabite bałamutnymi określeniami liberalizmu, które się wzajem wykluczają, że trzeba by wielkiego sprzątania, żeby doprowadzić do porządku. Dla jednych liberałowie to ludzie pozwalający sobie i innym na różne nieobyczajności. Dla innych postacie takie, jakie przedstawiały plakaty we wczesnym PRL-u: opasły kapitalista z cygarem w ręku, oczywiście krwiopijca. Kiedyindziej jest to po prostu jakaś obelga nieokreślonej bliżej treści. A już całkiem poważnie, to w publicystyce modne jest utożsamianie liberałów z lewicowcami, jako że ci drudzy są od pewnego czasu apostołami wolności. Jeśli nawet są, to z innych motywacji, bez związku z tą ewolucyjno-informatyczną wizją świata, która jest u podstaw klasycznego liberalizmu.

Jak ten klasyczny zlokalizować historycznie? Żeby nie sięgać do Adama i Ewy (co też byłoby nie bez racji, skoro wybrali wolność od Boskiej kurateli), to wskażmy na Adama Smitha i Johna Locke'a w wieku XVII. Bogatą klasykę bliską naszym czasom niech reprezentują Max Weber, Karl Popper, czy koryfeusze ekonomicznej Szkoły Austriackiej: Oskar Morgenstern, Ludvig von Mises, Friedrich Hayek. Wyznaczają oni nurt liberalizmu, który zasługuje ze wszechmiar na miano klasycznego. Ten właśnie ma się na myśli, ilekroć na tych łamach pojawia się słowo "liberalizm".



Do początku strony