GŁÓWNA
Ruch Przeciw Nonsensom
|
Na czym polega wrażliwość społeczna, sojuszniczka sprawiedliwości? Szukając odpowiedzi, przypomnijmy zdarzenie z 3 września 2006, kiedy przy grobie Jacka Kuronia na warszawskich Powązkach, na apel Gazety Wyborczej, zgromadziły się tysiące. Tą wielką obecnością dziękując Kuroniowi za jego walkę o wolność i rozum, dały one odpór pokrętnemu kłamstwu.
Pokrętnemu przez to, że oszczerca wymieszał nienawiść z głupotą, żeby zarazić nią słuchaczy. To tak, jak gdyby zwycięski dowódca, któremu bliski przegranej wróg proponuje rokowania i ustępstwa, został z zawiści oskarżony o zdradę -- za sam fakt rokowań z przeciwnikiem, choć fakt ten przyniósł ostatecznie wygraną. Poglądy tak głupie zagrażają uśmierceniem rozumu (,,sęp wam wyjada nie serca, lecz mózgi'' krzyczał do Polaków Słowacki, wspominając los Prometeusza). Manifestacja więc przy grobie Kuronia była nie tylko dziękowaniem mu za jego rolę w przywracaniu rozumu w Polsce, lecz i protestem przeciw nowej fali ogłupiania.Tyle o kontekście zdarzenia. Wróćmy do głównego wątku.Co połączyło ludzi wszystkich pokoleń, różnych orientacji i różnych ról społecznych? Z pewnością to, co w osobowości Jacka Kuronia wybijało się na plan pierwszy: jego pragnienie sprawiedliwości i jego wrażliwość na drugiego człowieka. Tego wszystkim potrzeba, tego nigdy dosyć.
Taka oczywistość nie zwalnia jednak od namysłu, czym jest sprawiedliwość. Zacznijmy od wyjaśnienia, dlaczego trzeba być ostrożnym w zestawianiu tego słowa z przydawką ,,społeczna'', choć nie trzeba unikać tej przydawki wtedy, gdy wymawiamy słowo ,,wrażliwość''. Zauważmy, że społeczna to jedna z odmian wrażliwości obok estetycznej, moralnej, i tak dalej, ma więc sens ów przymiotnik różnicujący. Sprawiedliwość natomiast jest z samej natury społeczna, na mocy swej definicji "oddać każdemu, co mu się należy" (suum cuique tribuere): pracującemu zarobek, wynalazcy patent, artyście sławę, dziecku opiekę, potrzebującym wsparcie. A to znaczy: tworzyć i pielęgnować ład społeczny. Ten, o który woła myśl liberalna z jej pojęciem kluczowym -- samorodnego porządku (Smith, von Mises, Hayek etc). Definicja nie potrafi jednak, i nie po to jest, by objaśniać całą objętą danym słowem rzeczywistość (gdyby tak było, starczyłoby wziąć do ręki słownik, żeby rozwiązywać wszystkie problemy świata). Choć znamy tautologię, że należy oddawać każdemu, co mu się należy, to w niezliczonych przypadkach stajemy przed pytaniem, co należy się temu, a co tamtemu.
Nie wystarczy więc analiza logiczna. Logika jest kośćcem całej rzeczywistości, ale nie jest nią całą. Szkielet ma się oblec w mięśnie.
Potężnym mięśniem historii było to, co nazywano kwestią społeczną. W związku z nią znajdujemy odpowiedź, jak formowało się w powszechnej świadomości pojęcie sprawiedliwości społecznej. Była to kwestia robotnicza i chłopska -- dwóch warst okrutnie upośledzonych. W tym kontekście historycznym, pojęcie sprawiedliwości społecznej jawi się jako problem, co się należy warstwom społecznie upośledzonym. Należy się wyzwolenie, należy się wybawienie od niesprawiedliwości i ucisku. O tym proletariusze śpiewali w uniesieniu słowami "Międzynarodówki":
Nie nam wyglądać zmiłowania
z wyroków boskich, carskich praw.
Z własnego prawa bierz nadania
i własną mocą sam się zbaw.Chłopi zaś wtórowali ironicznie: "O cześć wam panowie magnaci za ludu niewolę, kajdany". Kwestia chłopska była w Europie rozwiązywana poczynając od zniesienia pańszczyzny, potem za sprawą forsowanych przez ruch ludowy reform rolnych, wreszcie dzięki postępom techniki, które uczyniły możliwym osiąganie z produkcji rolnej zysków porównywalnych z produkcją przemysłową (inaczej rzeczy mają się do dziś w Trzecim Świecie, ale to problem osobny). Nie ma więc już dzisiaj potrzeby, żeby ów aspekt chłopski uwzględniać w pytaniu o sens frazy "sprawiedliwość społeczna".
Inaczej miała się sprawa z kwestią robotniczą. Pańszczyzna była nawet w średniowieczu bardziej skutkiem zachłanności szlachty niż koniecznością ekonomiczną, o czym świadczy przypadek średniowiecznej Anglii, dobrze funkcjonującej gospodarczo pomimo braku tej haniebnej instytucji. Było natomiast nie do uniknięcia, w pierwszej fazie rozwoju przemysłowego, wykorzystywanie w przemyśle wyniszczającej i nisko płatnej pracy robotników, w tym młodzieży i dzieci.
Świadectwem tego jest w "Manifeście Komunistycznym" punkt 10 Programu, gdzie czytamy, że po rewolucji komunistycznej praca dzieci w fabrykach będzie łączona z edukacją. Jeśli nie uważamy Marksa i Engelsa za sadystów bez potrzeby zmuszających dzieci do pracy w fabryce, to jaki pozostaje wniosek? Że z ich perspektywy ekonomicznej nie daje się uniknąć takiej eksploatacji. Siły wytwórcze bowiem, jak uważali, czyli stan techniki i organizacja produkcji, pozostaną na zawsze takie same. A rewolucja komunistyczna niezbędna jest po to, żeby zysków nie zawłaszczał drapieżny kapitalista, lecz szły one w całości do pracowników fizycznych jako ich jedynych sprawców ("daj pracującym we władanie plon pracy ich we wsi i miastach" - modlił się po marksistowsku pewien poeta).Myślącym po marksistowsku nigdy nie przychodziło do głowy, że nie krwawy przewrót lecz rewolucje naukowa i techniczna odmienią do gruntu los ludzi pracy fizycznej. I wtedy co innego będzie znaczyć fraza "sprawiedliwość społeczna", jeśli cokolwiek będzie jeszcze znaczyć. Skala tego przewrotu jest tak wielka, że trudna zrazu do ogarnięcia. Ale popatrzmy na jeden mały przykład. Wprowadzenie silników elektrycznych w miejsce parowych wydatnie zmniejszało koszty i zwiększało wydajność, powiększając i zysk przedsiębiorcy i płacę robotnika. Prawda, o to drugie trzeba było często walczyć, co czynił ruch związkowy, ale przy tym ważnym dopełniającym czynniku los robotnika poprawiał się dzięki technice. Wzrost wydajności, jakości, spadanie kosztów, rośnie lawinowo dzięki kolejnym rewelacjom technicznym. Wśród nich jest ta przełomowa -- automatyzacja produkcji przez informatykę z elektroniką. Ludzi zastępują roboty, ludzie stają sie coraz mniej potrzebni do pracy fizycznej, a coraz więcej ich trzeba, i coraz lepiej wykształconych, do pracy umysłowej. Wraz z tym zanika klasa robotników, ustępując miejsca klasie robotów (a tej "nie w głowie" wznosić czerwone sztandary). Tego Marks z Engelsem nie przewidzieli nawet w swych najbardziej koszmarnych snach: że nie będą zbawcami klasy robotniczej, bo nie będzie tej klasy. Ta nieliczna garstka ludzi, która pozostaje w halach fabrycznych to nie jest utrudzona i ubrudzona robociarska brać, ale technicy w białych kołnierzykach. Jaki w tej sytuacji przybiera ksztalt kwestia społeczna? Zanika, czy przenosi się w inne sfery, gdzie panuje ubóstwo i wydziedziczenie? Czy w związku z tym nabiera nowego sensu, czy traci sens mówienie o sprawiedliwości społecznej? Nie ma obowiązku odpowiadać na te pytania w tym tekście. Nie jest to zresztą zadanie na siły jednego autora, lecz raczej na silny panel dyskutantów. Otwieramy dlań "Forum".
Wróćmy na koniec do fenomenu społecznej wrażliwości. Mało kto pewnie dostrzega, jak dobrze się on wpisuje w wizję świata braną od klasyków liberalizmu. U podstaw tej wizji jest idea samorzutnego ładu, czy to w przyrodzie czy w społeczeństwie, zwanego też samoorganizacją (a jeszcze inaczej ładem samorodnym, spontanicznym porządkiem itd.). Pomoc potrzebującym biorąca się nie z odgórnego porządku biurokratycznego lecz z samorzutnego wolontariatu, licznych i różnorodnych inicjatyw poszczególnych ludzi i organizacji, zaczyna się układać w system podobnie efektywny, jak efektywny jest wolny rynek -- najprzedniejsze wcielenie samorodnego porządku. W takim sensie, branym od klasyków liberalizmu, Jacek Kuroń, jako wielki organizator oddolnej pomocy społecznej, był wzorem liberała. Niezależnie od tego, jak sam nazywał swe wzory w pięknym dialekcie polszczyzny używanym w tej sferze, z której się duchowo wywodził, w kręgu postępowej inteligencji żoliborskiej.
P.S. Co do meandrów lingwistycznych, po których błąkają się pojęcia lewicy, prawicy, liberalizmu, socjalizmu, tworząc plątaninę dialektów politycznych, warto zacytować następujące zdanie."Dziś są [angielscy labourzyści] nowoczesną lewicą, która stawia na wolny rynek i przekonuje socjalistów z Francji czy Niemiec do liberalizmu." Źródło: Paweł Szczerkowski, "Blair: odchodzę", Gazeta Wyborcza, 8 września 2006.Szacunek, podziw i wdzięczność, jakie żywią piszący te słowa dla Jacka Kuronia nie wystarczą, by wiedzieć, czy wolno go zaliczyć do tak pojętej nowoczesnej lewicy. O tym powinni wiedzieć ci, co znali go osobiście, towarzysząc mu w jego myśleniu i walce. Ich głos wielce byśmy byli radzi usłyszeć.