GŁÓWNA
Ruch Przeciw Nonsensom
Stanisław Staszic (1755-1826). Mąż stanu Epoki Stanisławowskiej, Księstwa Warszawskiego i Królestwa Polskiego. W każdym okresie miał wizję Polski, "która będzie". Jego działalność na polu administracji, badań naukowych, techniki, edukacji, zakładania zrzeszeń, infrastruktury miejskiej i komunikacyjnej, tworzyła podwaliny pod rozwój cywilizacyjny Polski. |
Słuszności liberalizmu nie trzeba dowodzić, gdy ma się na uwadze jego nurt klasyczny, dobrze już usadowiony w historycznym doświadczeniu. Ale są tacy, co mogą się go obawiać. Dlaczego nie trzeba dowodzić? Kto i dlaczego może się obawiać? Po kolei.
Nie trzeba dowodzić, bo liberalizm to nie jest gotowa teza ideologiczna, lecz żywy nurt myśli, w którym wciąż od nowa uwzględnia się bieżący stan nauk matematycznych, zwłaszcza informatyki, przyrodniczych i społecznych. Oraz wyciąga się wnioski z wciąż nowych doświadczeń społecznych, których nie skąpi nam historia.
Toteż liberałowie różnią się między sobą w zależności od tego, kto na jakiej nauce lepiej się zna, jakie przyjmuje w niej teorie i hipotezy, i do jakich nawiązuje doświadczeń społecznych. Wspólna jest im natomiast otwartość na naukę i doświadczenia, a więc postawa antydogmatyczna i krytyczna, gotowość do dialogu z każdym, kto sam taką gotowość posiada. I wspólna jest idea zdolności obliczeniowej układów społecznych jako nierozdzielnie związanej z wolnością, rozwijana przez klasyków myśli liberalnej.
Liberał widzi rozwój społeczny jako wspaniały, choć nader często bolesny, ciąg dalszy ewolucji życia i kosmosu. Powszechnym prawem ewolucji jest SAMOORGANIZACJA rządząca się matematyką, czyli poddana prawom liczby (jak pięknie uczy biblijna Księga Mądrości). Dotyczy to także SAMORODNEGO ładu społecznego. Jego przejawy to samorzutny rozwój języka czy obyczaju, wolny rynek, samorządność, słowem wszelka twórczość w społeczeństwie. "Duch tchnie kędy chce", czyli jest wolny. A prawa ducha ludzkiego są pochodną matematyki kosmicznej, wolność więc dla ducha i obliczalność społeczna okazują się nierozłączne.
Jeśliby pogląd ten wydał się komuś zbyt śmiały, niech zada sobie trud postudiowania von Neumanna matematycznej teorii gier ekonomicznych i społecznych. A także zapozna się z tym, co dzieje się dziś na pierwszym froncie nauk społecznych pod nazwą "Artificial Society". Jest to stosowanie narzędzi informatyki, a więc matematycznych (programy agentowe, automaty komórkowe etc.) do modelowania zjawisk społecznych w celu ich wyjaśniania i przewidywania.Nie trzeba więc uzasadniać słuszności liberalizmu nikomu, kto dobrze wie o co w nim chodzi. Co jednak zrobić z tymi, którzy słowa "liberalizm" uczą się z telewizyjnych agitek, jak ta, że liberal to ktoś, kto wypija dzieciom całe mleko z lodówki i zostawia ją pustą (ta agitka to aautentyk z repertuaru pewnej partii antyliberalnej). A dlaczego wypija dzieciom? Bo taki jest chciwy. No cóż, osoby uczone tym sposobem trzeba, jak mówił Max Weber (na pierwszych stronach "Etyki Protestanckiej") odesłać do "kulturowo-politycznego przedszkola". Tam się dowie, że chęć zysku jest nieodłączna od ludzkiej natury, była zawsze i wszędzie, w każdym ustroju. Kapitalizm tym się różni od ustrojów dawniejszych, że zaspakaja się tę chęć np. przez grę na giełdzie, a więc inwestując zarazem w gospodarcze dobro ogólne, a nie przez wyprawy łupieskie do sąsiadów (jak choćby ta opisana malowniczo w balladzie o trzech Budrysach).
Uwaga o potrzebie przedszkola przeprowadza nas do drugiego pytania: kto boi się liberalizmu?
Powiedziało się już, że boją się ci, co pod słowem "liberalizm" rozumieją łupiestwo. Tych można wyprowadzać z błędu, nie jest to więc przyczyna lęku szczególnie głęboka. Głębszą jest należenie do jednej z dwóch podstawowych kategorii ludzi. Jakie to są kategorie? Tych, co zwróceni są w przeszłość, i tych stawiających na przyszłość. W której z nich znajdują się liberałowie?
Powiedzmy najpierw, że nastawienie przyszłościowe cechuje ludzi młodych, a przeszłościowe starszych. Oczywiście, młodość i starość trzeba tu rozumieć nie jako kategorie wiekowe lecz psychologiczne. Liberalizm to wyznanie polityczne dla młodych. Tych interesuje przede wszystkim świat, jaki będzie. A jaki był? To ich interesuje równie żywo. Przecież wiedzą, że przyszłość można budować tylko na przeszłości, a więc trzeba tę drugą znać i cenić. Ale brać ją jako punkt wyjścia, a nie jako miejsce wiecznego w niej spoczywania.
Żyjemy w czasach, gdy przyszłość świata ma na imię GLOBALIZACJA. To utożsamienie to kolejny powód lęków. Bo globalizacja to wyzwanie dla państw, przedsiębiorstw, jednostek. Trzeba mieć dostatecznie wiele wiedzy o szerokim świecie, znać obce języki, wyzbyć się kompleksu nieporadności (że może nas zdominować silniejszy), mieć narzędzia myślowe do ogarnięcia gigantycznej złożoności świata społecznego.
Antyliberalizm ma dwa sposoby na uciszanie tych lękow, czasem praktykowane rozłącznie, czasem chodzące w parze: nacjonalizm i socjalizm.
Nacjonalizm mówi rodakom: my jesteśmy i tak najlepsi, bo mamy wyższą niż inne nacje duchowość i mamy wspaniałą przeszłość, z której mamy powód być dumni, jak nikt na świecie. To jest jednak jak namawianie do zbiorowego narodowego samobójstwa. Bo społeczność nie probująca wyprzedzać innych w grze o przyszłość będzie się staczać do poziomu przysłowiowych indiańskich rezerwatów. Ten rodzaj uśmierzania lęku, przez mitologiczne urojenia, ma cechy odurzenia narkotycznego.
Drugi sposób, socjalistyczny, też polega na podsycaniu złudzeń, mianowicie urojeń co do możliwości opiekuńczych państwa. Bez jakichkolwiek elementów kalkulacji, czyli wprowadzenia obliczalności, co do tego, jakie są realne możliwości gospodarcze kraju.
Jeśli każdy z tych sposobów jest jakoś skuteczny, kojąc lęki, a dawcom spokoju dając władzę głosami wdzięcznego elektoratu, to czemu nie połączyć ich obu? Ten wynalazek, zwany narodowym socjalizmem, był już kiedyś praktykowany na wielką skalę, a choć się raz z trzaskiem załamał, wciąż od nowa kusi polityków w różnych czasach i miejscach. Liberalizm przeciwstawia sie najzdecydowaniej obu tym chimerom. A skoro biorą się one z lęków tego wieku, w którym ludzie są w odwrocie, nie zaś w ofensywie, nadzieja na ich pokonanie jest w ludziach młodych. Dla nich ojczyzna -- ta, która jest i ta, która była, nie jest miejscem stałego pobytu, lecz punktem śmiałego startu ku nowej -- tej, która będzie. Za ich sprawą.