Remedia * Election in Poland 2007


R e m e d i a     2007


List do Autora Listu do Donalda Tuska:
Czy trzeba ratować Tuska przed "neoliberalizmem"?


Widmo liberalizmu krążące po Europie i reszcie świata nawiedza i niepokoi wielu zacnych ludzi. Na uspokojenie przyjmują oni pogląd, że liberalizm się przeżył, odchodzi na emeryturę, a straszą już tylko jego krzykliwi epigoni. Do tych epigonów pewien wybitny publicysta zaliczył Donalda Tuska, napisawszy doń po wyborach publiczny list z ostrzeżeniem: żeby się zreflektował i nie trwał przy błędach neoliberalizmu, bo w międzyczasie świat poszedł naprzód; i kto jest w postępie tym zorientowany, ten wie, że liberalizm się zdyskredytował jako ideologiczny slogan. W takim duchu wypowiada się ów publicysta, którego będę dalej nazywał Krytykiem (dane bibliograficzne podaję przy końcu).

"Od czasu, gdy tworzył Pan [mowa o Donaldzie Tusku] Kongres Liberałów, ludzie się jednak sporo nauczyli. Dziś wiemy, że nie zawsze to, co prywatne musi być bardziej efektywne od tego, co państwowe. [...] Państwo (podobnie jak przedsiębiorstwo i każda inna forma organizacji) powinno być sprawne [...]. Dzięki zastosowaniu w sektorze publicznych metod stosowanych w biznesie, państwo może być dziś w wielu ważnych dziedzinach równie efektywne, jak sektor prywatny."

"Martwi mnie, że wciąż Pan wierzy, iż swój wielki skok Irlandia czy Anglia zawdzięczają "taniemu państwu" czy niskim podatkom. Prawda jest bowiem taka, że w tych krajach - przede wszystkim - za pomocą rozległych i wyrafinowanych wieloletnich programów społecznych dokonano wielkich inwestycji w kapitał ludzki, stworzono nowoczesne, efektywne również gospodarczo bez zbędnej brutalizacji życia."

"Mam wrażenie, że PO dała się uwieść prostym neoliberalnym sloganom, które kilkanaście lat temu zamieszały w głowach sporej części społeczeństw Zachodu, a zwłaszcza polityków."

Trzeci z tych cytatów, jeśli abstrahować od wartościowań ("slogany", "mieszać w głowach"), trafnie opisuje pewien bardzo ważny fakt. Istotnie, było to kilkanaście lat temu, w roku 1992, gdy pewna grupa politykow europejskich uznała za ściśle obowiązujące kilka prostych liberalnych zasad. Wymienię przykładowo trzy:

  • Zadłużenie rządu nie powinno przekraczać 60% PKB.
  • Deficyt budżetowy nie powinien przekraczać 3% PKB.
  • Wskaźnik inflacji nie powinien być wyższy niż o 1.5 od wskaźnika cechującego trzy kraje UE o najbardziej stabilnych cenach, a średnia stopa procentowa nie więcej niż o 2 punkty procentowe od stóp w trzech wymienionych krajach.

Te trzy punkty są jak senne marzenie zagorzałego liberała. Nie jest to jednak sen, lecz twarda rzeczywistość postanowień traktatu z Maastricht, od których spełnienia zależy zdatność kraju do wejścia w strefę euro. Stąd pytanie numer jeden pod adresem Krytyka: czy domaga się on odwlekania w nieskończoność naszej integracji walutowej z Unią, jak to programowo czyni PiS, a jeszcze bardziej spektakularnie LPR? Czy podziela tyrady Leppara, który wyszydzał owe postulaty jako "ideologię neoliberalną" Balcerowicza?

Gdy nasz krytyk tak serdecznie opowiada o potrzebie, przewagach i efektywności gospodarki państwowej, to może i ma rację, ale żeby mu ją przyznać, trzeba, żeby wpierw odpowiedział na pytanuie numer dwa: jaką form? prawną własności państwowej ma na myśli? Znamy trzy takie formy, jest w czym wybierać.

Po pierwsze, może chodzić o usługi świadczone obywatelom, finansowane z budżetu państwa, jak oświata czy opieka zdrowotna. Państwo nie jest tu właścicielem w sensie wytwarzania dla siebie zysków (nie zyskuje lecz łoży), ale w sensie ponoszenia odpowiedzialności finansowej (wypłacanie pensji, koszty remontów itp.). Czy cytowany tekst mamy tak rozumieć, że radzi on Platformie, żeby nie uszczuplała zakresu tego rodzaju zobowiązań państwa, a nawet go poszerzala (skoro tak świetnie wypada to podobno w Anglii i Irlandii), np. kładąc kres poprzez nacjonalizację świeżo powstałym prywatnym kolejom, liniom lotniczym, uczelniom szpitalom itd.? Można i tak, ale trzeba by starannie przebadać, co i w jakich warunkach jest istotnie efektywniejsze (może się okazać, że to zależy od okoliczności lokalnych, i tym się trzeba kierować). A co jeszcze ważniejsze, każde zwiększenie zobowiązań sfery budżetowej będzie wymagać podniesienia podatków. Czy światły Krytyk liberalizmu potrafiłby określić w tym względzie granice wytrzymałości naszych portfeli?

Po drugie, może chodzić o wątek nieco kabaretowy, ale dla pełności przeglądu trzeba go uwzględnić. Jest to znana z PRL idea "przedsiębiorstwa państowego", to znaczy takiego, że od rządu dostaje dyrektywy co i ile wytwarzać, dostaje przydziały środków na realizację tych zadań, a uzyskanymi przychodami (jeśli są jakieś) może dysponować tylko według dyrektyw władzy politycznej. Użyłem zwrotu "wątek kabaretowy", bo mamy tu efektowny przykład tego, czym kierują się diabły w Prologu do "Kordiana" Słowackiego: "dajmy mu na pośmiewisko sprzeczne z naturą nazwisko". Nazwać przedsiębiorstwem twór któremu przedsiębiorczość jest zabroniona, to przejaw swoistego humoru. Poniechajmy pytania, czy Krytyk akceptuje ten sposób obecności państwa w gospodarce, bo byłoby ono retoryczne, jeśli nie wręcz złośliwe,

Po trzecie, zapytamy Krytyka: co sądzi o obecnej polskiej instytucji zwanej technicznie "jednoosobowa spółka skarbu państwa"? I w tym jest szczypta humoru bo spółka jednosobowa to coś jak z dowcipów żydowskich: "Ile was? Raz"!". Ale sięgnijmy po poważną definicję: jednoosobowa spółka skarbu państwa jest to spółka akcyjna powstała w wyniku podporzadkowania przedsiębiorstwa dotychczas państwowego kodeksowi spółek handlowych (nazywa się to komercjalizacją). Jej jedynym akcjonariuszem jest skarb państwa reprezentowany przez ministra skarbu, który z tego tytułu jest w sprawach spółki jedynym decydentem. W szczególności, podejmuje on decyzje dotycące sprzedaży akcji. Jeśli jakąś część akcji sprzeda, spółka przestaje być jednoosobowa, ale skarb państwa nadal decyduje o jej losach, dopóki dysponuje pakietem akcji dostatecznie dużym, żeby w głosowaniach zwyciężała opcja ministra skarbu. I teraz pytanie do Krytyka: czy jego pochwałę efektywności gospodarki państowej mamy rozumieć tak, że dopóki skarb państwa ma decydujący pakiet akcji, to firma jest efektywna, bo państwowa, a gdy zdobędą przewagę akcjonariusze prywatni grozi jej utrata efektywności?

Może to niezupełnie fair takimi detalami nękać Krytyka, ale ponieważ nie zdradził on ani tego, jak rozumie państwowy charakter gospodarki, ani na czym polega jego przewaga w efektywności, nie jest taka dociekliwość czymś bezpodstawnym. Czytelnicy jego tekstu podobni piszącemu te słowa, to znaczy tacy, co nie nadążają za postępem myśli ekonomicznej, prowadzącym do schyłku liberalizmu, są też spragnieni wiedzy o źródłach sukcesu Anglii i Irlandii. Na czym polegały owe "rozległe i wyrafinowane wieloletnie programów społeczne inwestowania w kapitał ludzki"? Wzmianka o kapitale ludzkim każe się domyślać, że chodzi o programy edukacyjne. Wiemy jednak, jak dobrze miała się oświata w Anglii i Szkocji od 17 wieku, a jak zacofana była w tym względzie Irlandia. Pod koniec tego wieku prawie każda parafia w Szkocji miała swą własną szkołę, realizując zalecenia dokumentu "Book of Discipline" (John Knox, 1560), a od roku 1750 każde miasteczko miało bibliotekę publiczną, z ktorej korzystali także wiejscy kowale, porobkowie i służące. Na ile więc jest zasadne traktowanie obu wymienionych krajów na równej stopie?

Lista tego rodzaju pytań pod sdresem trzech zacytowanych akapitów jest spora. Poprzestanę na tym jednym. Jest ono pomyślane jako przykład, na jakim poziomie szczegółowości należałoby, moim zdaniem, prowadzić debatę o liberalizmie.

Debatę z kim? Pora ujawnić dane o Krytyku, z którym dyskutuję od początku tego tekstu. Jest nim publicysta znamienity - Jacek Żakowski w artykule "Wypaczenia - nie! IV RP też nie! List niepisowego wyborcy do Donalda Tuska" opublikowanym w "Polityce" z 27.X.2007. Gdyby napisał te rzeczy ktoś inny, nie warto by trudzić się polemiką, bo wypowiedzi wobec liberalizmu podobnie krytycznych jest w mediach huk i nie starczyłoby życia, żeby na nie reagować. Ale trudno nie podjąć rozmowy, gdy w podobnym jak owe media duchu wypowiada tak wielki autorytet dziennikarski, którego donośny głos w kwestiach etyki obywatelskiej i politycznej liczy się w naszym kraju szczególnie.

Drugie należne Czytelnikowi dopełnienie tych uwag to udzielenie odpowiedzi na dwa pytania, które postawiłem Krytykowi. Stanowią one pewną cząstkową definicją liberalizmu, podającą warunki konieczne, bez których spełnienia nie jest się liberałem. A więc, (1) nie jest nim ten, kto kwestionuje kryteria z Maastricht, tym samym optując za nieobecnością Polski w systemie euro. Nie jest też liberałem, kto akceptuje politykę hamowania prywatyzacji spółek skarbu państwa - proceder prowadzony przez SLD, a już pełną parą (cała wstecz!) przez kierownictwo PiS.

A kto jest liberałem? Określenie pozytywne wymaga osobnej deliberacji. Będzie ona dokonana w stosownym miejscu i czasie, z należytym powoływaniem się na Adama Smitha i innych klasyków, noblistów etc., żeby wykazać, że państwo inteligentne i państwo liberalne to jedno i to samo. Ostrzał z takiej artylerii powinien oczyszczać pole, żeby dało się na nim budować państwo prawdziwie inteligentne.


Redakcja: Halina Jastrzębska Marciszewska i Witold Marciszewski.
Kontakt: witmar@calculemus.org